Mam 15 lat i właśnie zaczęłam nowy rok szkolny jako trzecioklasistka w gimnazjum. Jestem normalna. Zwykła nastolatka lubiąca słuchać muzyki,spotykać się z przyjaciółmi i uwielbiająca oglądać się za chłopakami. Kiedyś myślałam o swoim ideale. Doszłam do wniosku,że chciałabym,żeby mój chłopak miał brązowe oczy, ciemne blond włosy i był trochę jakby buntownikiem. Powiedzmy,że to moje marzenie niedługo się spełniło.
Po pierwszym tygodniu szkoły,który był jak każdy inny,do naszej klasy dołączył Adam. Na początku nawet nie mogłam mu się dokładnie przyjrzeć,poznać go,ponieważ non stop go nie było.. Nie ukrywajmy był dresem. Jednak było coś co mnie do niego ciągnęło. Buntownik? Może nawet za bardzo. Przecież właśnie takiego chciałam. Nie wiem,zobaczymy jak to będzie. W piątek Adam wychodząc ze szkoły zawołał mnie. Naprawdę w życiu nie byłam tak zdziwiona,ale też bardzo szczęśliwa. Serce biło mi jak głupie kiedy do niego podchodziłam. Zaproponował mi krótki spacer,na który od razu się zgodziłam. Po chwili ten 'krótki' spacer zamienił się w trzy godziny rozmowy. Rozmowy podczas,których jedno patrzyło na drugie jakby nie dowierzając w to,co się właśnie dzieje. Około 17.00 musiałam iść do domu. Żegnając się Adam zrobił coś,czego w życiu bym się nie spodziewała. Pocałował mnie. Wtedy właśnie zdałam sobie sprawę,że jestem w nim zakochana,cholernie zakochana.
Od tamtego dnia byliśmy ze sobą. Moi znajomi nie byli z tego zadowoleni,w sumie nikt nie był. Ja jednak byłam szczęśliwa z Adamem i nie miałam zamiaru kończyć tego co niedawno tak pięknie się zaczęło. Wszystko super się układało, mój chłopak był naprawdę super. Poznał mnie ze swoimi znajomymi ,których jedynie postrzegałam jako bandę dresów,których należy unikać. Adama postrzegałam tak samo,nie zwracając na niego uwagi prze te dwa lata. Nawet nie zauważając zostawiłam moich znajomych. Straciłam z nimi kontakt. Któregoś dnia idąc ze szkoły z Adamem i resztą ktoś za nami powiedział:
- Chodź trochę szybciej ,prooszę.
- Co ty wolę nie ryzykować. Nie widzisz kto przed nami idzie?
- W sumie faktycznie. Ej co to za laska z nimi idzie?
- Ta z fioletowym plecakiem?
- Tak ta.
- To jest ta Natalia z 3E.
- Natalia? Nie mów,że tak się stoczyła.. Ona pali?
Po zakończeniu tej rozmowy zy stanęły mi w oczach. Nie czułam się gorsza. Wręcz przeciwnie właśnie w tym towarzystwie było mi dobrze. Fakt,może się zmieniłam. Trochę więcej bluźnię,też palę. Tak w sumie to czym ja się przejmuję? Oni po prostu mi zazdroszczą. Zazdroszczą tego,ze jestem szczęśliwa.
Byłam z Adamem już trzy miesiące. Z każdym dniem paliłam coraz więcej. Opuściłam się w nauce,często wagarowałam. Były tygdnie,w których w ogólnie nie pojawiałam się w szkole. Po pewnym czasie zauważyłam też,że z Adamem coś się dzieje. Zaczął mi poświęcać mniej czasu, w szkole mnie unikał. Niedługo wyjaśniło się dlaczego.
Któregoś dnia powiedział mi ,że się znudził. Dodał też,że nie umie kochać.
Od kiedy Ja i Adam nie spotykaliśmy się, zaczęło mnie unikać także jego towarzystwo. Moje 'przyjaciółki' także się odwróciły. Zostałam sama. Sama z zerową frekwencją, beznadziejnymi ocenami, bez nikogo i z nałogiem. Nałogiem? To brzmi śmiesznie kiedy o tym pomyślę. Jeszcze w wakacje wyśmiałabym każdego kto by powiedział,że będę palić tak często. Któregoś dnia siedząc na przystanku z papierosem w ręku koło mnie usiadł mały chłopiec. Na oko tak z osiem lat. Po chwili milczenia wskazał na mojego papierosa i powiedział:
- Po co ci to?
- A ciebie chyba to nie powinno interesować?
- Powinno. Psujesz sobie płuca. Życie każdego mnie interesuje,więc pomagam.
Po tych słowach pożegnałam go i poszłam do autobusu. Długo myślałam nad jego słowami. Chciałam drugi raz się z nim spotkać. Nie musiałam długo czekać. Za tydzień o tej samej porze zobaczyłam go na przystanku.
- O co ci chodziło z tym pomaganiem tydzień temu?
- Znam to uczucie kiedy zasypiasz i myślisz czy się obudzisz.Jestem ciężko chory,ale to pewnie też cię nie interesuje.
- Ale jaki to ma związek z moim paleniem?
- Ty naprawdę nie rozumiesz? Jestem młodszy ,a wiem więcej. Zmieniłaś się.
- Skąd ty to wiesz?! Ty mnie przecież nie znasz!
- Widzę cię codziennie w drodze do szkoły czasem po. Wiem jaka byłaś.
Po tych słowach łzy same popłynęły mi po policzkach. Zdałam sobie sprawę jak przez trzy miesiące doszczętnie zniszczyłam sobie życie.
- Dziękuję ci - powiedziałam i wsiadłam do autobusu.
Przez trzy dni ciągle płakałam. Nic więcej. Pogodziłam się z rodzicami,bo z nimi też miałam ogromny problem. Stop. to oni mieli ze mną problem. Jedyne o co ich poprosiłam to przepisanie do innej szkoły. Gdzieś daleko. Chwilę się nad tym zastanawiali po czym na szczęscie się zgodzili. Moje życie teraz wygląda zupełnie inaczej. Chodzę do innej szkoły ,gdzie mam normalnych znajomych. Nikt nie wie o tym co się działo wcześniej. Ja chyba już też zapomniałam.
NIE ZAPOMNIAŁAM. Może inaczej: ktoś nie dał mi zapomnieć. Pewnego dnia kiedy szłam do sklepu z koleżanką zobaczyłam Adama z resztą. Musiałam przejść niedaleko nich,bo innej drogi nie było. Kiedy mnie zobaczyli zaczęli krzyczeć. Moja była przyjaciółka z daleka krzyknęła: przepraszam. Nie tęsnikłam za nią. Za nikim stamtąd. Od tej pory kiedy się przepisałam nie mam z nimi kontaktu. Czasem widze ich tak jak w powyższej sytuacji. Wstydzę się wtedy fakt. Kiedy krzyczą moje imię,wyzywają. Jednak myślę wtedy,że to pewna kara za to co robiłam wcześniej i ile krzywdy wyrządziłam.
Często też nie dawała mi spokoju myśl co dzieje się z tamtym chłopcem. Chciałam wiele razy iść na ten przystanek. nigdy nie było czasu. Musiałam nadrabiać zaległości,które zrobiłam przez swoją głupotę. Jakoś w kwietniu na słupie przed kościołem zobaczyłam klepsydrę. Bardzo nietypową zresztą. Było na niej zdjęcie tego chłopca z podpisem: ZMARŁ W ZMAGANIACH Z CHOROBĄ. POMAGAŁ TAK WIELU OSOBOM,BO JAK TWIERDZIŁ DLA NIEGO ŻYCIE INNYCH TEŻ BYŁO WAŻNE. Poczułam pustkę. Przypomniałam sobie o nim. O tym jak całkiem mi nieznany chłopiec wyciągnął mnie ze zła. Codziennie się za niego modlę,za to ,żeby było więcej takich ludzi jak on.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz