Nie istnieją dla mnie dwa słowa 'Wymarzone wakacje'. Nie ma takich,nie będzie i nigdy nie było. Właśnie od wakacji ,a dokładniej w Meksyku moje życie zaczęło się powoli rozpadać. Jakby ktoś wyjmował codziennie jeden kawałek z układanki nazywanej 'życiem'. Jak już wspominałem wyjechaliśmy do Meksyku. Ja,moja siostra i rodzice. Ten wyjazd miał 'naprawić' ich małżeństwo. Według nich to był jedyny ratunek. Nigdy nie słyszałem,żeby ktoś kiedykolwiek mógł się bardziej mylić. Zacząłem od tej gorszej strony naszej rodziny. Nie wspomniałem nic o siostrze. Dzięki niej słowo 'siostra' nabiera znaczenia innego niż każdy myśli. Siostra to osoba,której mogę zaufać. Siostra to osoba,która zawsze mnie wspiera. Najważniejsze jednak jest to,że siostra to osoba,która akceptuje mnie w całości,bez żadnych wyjątków. Po dwóch dniach pobytu w Meksyku pojechaliśmy na półwysep Juktan. Naszym głównym celem było zobaczenie pozostałości po kulturze Majów.
Po spędzonych dość spokojnie dwóch tygodniach wróciliśmy do Poznania. Kiedy tylko weszliśmy do domu, każdy bez wyjątku poszedł spać.
W nocy ,około 3 usłyszałem krzyk. Nie był to krzyk oznaczający strach. Był to krzyk bólu i cierpienia. Te okropne odgłosy dochodziły z pokoju mojej siostry. Jak najszybciej obudziłem rodziców i pobiegłem do niej. Klęczała na ziemi trzymając się za głowę. Razem z tatą położyliśmy ją na łóżku. Przypadkiem ręką dotknąłem jej czoła. Było rozpalone. Zmierzyliśmy temperaturę. Wynosiła 41 stopni w skali Celsjusza. Ojciec zadzwonił po karetkę. Przyjechali po 10 minutach. Wszedłem z nią do karetki. Rodzice nie jechali. Mama ze strachu płakała i dostała dreszczy. Nie mogła w takim stanie jechać z Moniką. Jadąc karetką zdałem sobie sprawę ,że płaczę. Moje policzki były całe mokre od łez. Kiedy dojechaliśmy lekarze od razu wzięli ją na badania. Ja czekałem na korytarzu w ciszy dusząc wszystko w sobie. Po dwóch godzinach wszystko było jasne. Monika chorowała na malarię.
Kilka dni spędzonych w szpitalu dobrze jej zrobiło. Wszystko powoli wracało do normy dzięki podawanym lekom. Dzisiaj miała mieć kolejne badania. Siedzieliśmy razem śmiejąc się i rozmawiając. Po chwili Monika poprosiła,abym poszedł do baru i kupił jej herbatę. Wtedy słyszałem jej głos po raz ostatni. Wracając z herbatą zobaczyłem lekarzy przy jej łóżku. Właśnie włączali defibrylator. Zacząłem krzyczeć i uderzać we wszystko co było w pobliżu. Jeszcze nigdy nie czułem takiego bólu. To było uczucie jakby ktoś wyrywał ci serce miażdżąc je jednocześnie śmiejąc ci się w twarz. Moja furia nie trwała długo. Przyszło po mnie kilku lekarzy. Położyli mnie na noszach podając jakiś środek uspokajający ,po którym natychmiast zasnąłem.
Obudziłem się w pokoju,w którym stało tylko moje łóżko. Nie zastanawiając się nad tym co robię wstałem. Znowu zacząłem krzyczeć,płakać uderzać w ściany. Nie wiedziałem co się ze mną dzieje. Jednak było to silniejsze ode mnie. Po chwili ponownego szału zauważyłem ,że w pokoju nie ma drzwi ani okien. Ściany były białe,a podłoga pokryta białymi płytkami.
- Gdzie jestem?! Gdzie mnie zamknęliście?! I tak stąd wyjdę!- krzyczałem nie wiadomo do kogo. Chyba do swojej podświadomości,którą zacząłem tracić. Chodziłem po całym pokoju ciąge krzycząc. Jednak po jakiejś godzinie uspokoiłem się i usiadłem pod jedną ze ścian myśląc o Monice. O tym,że już nigdy nie będę mógł z nią rozmawiać. O tym,że już nigdy nie obejrzymy razem po raz setny którąś z części 'Szybkich i Wściekłych'. 'Ona umarła. Jest już tam na górze,nie wróci'. Te słowa krążyły po mojej głowie tak jakby ktoś siedział koło mnie i powtarzał mi jej w kółko bezpośrednio do mojego ucha. Zrobiłem się
śpiący. Położyłem się na zimnym łóżku i po chwili już spałem.
Przyśniła mi się. Monika. Powiedziała tylko: 'Tu też jest dobrze. Inaczej,źle bez Ciebie,ale obiecuję spotkamy się jeszcze'. Nie mogłem nic wtedy powiedzieć,jakby ktoś zabrał mi głos. Tak wiele pytań chciałbym jej zadać i co najważniejsze pożegnać się właściwie. Kiedy się obudziłem byłem już na innej sali. Tu były okna, a nawet inni pacjenci. Jak mogłem być tak głupi? Wtedy zadałem sobie sprawę,że jestem w psychiatryku. Widocznie podczas furii ,która ogarnęła mnie po śmierci mojej siostry coś w moim mózgu się przestawiło. Podszedł do mnie lekarz mówiąc mi,że dzisiaj odbędzie się pogrzeb Moniki. Pod opieką lekarza pojechaliśmy na miejsce. Całą mszę siedziałem cicho,nawet nie odpowiadając kapłanowi. Rozmawiałem z Moniką. Chociaż w sumie trudno to było nazwać rozmową. Trumna z ciałem mojej siostry leżała przy ołtarzu. Patrząc się na nią przez chwilę zobaczyłem najpierw krwistoczerwoną wstęgę,która przy niej wirowała,a później moją siostrę. Ja widziałem umarłą. Nie odzywałem się tylko z największym zaufaniem patrzyłem w tamtą stronę. Powiedziała do mnie : 'Nie martw się. Powtarzam tu też jest dobrze'. Po czym natychmiast zniknęła.
Od tamtego wydarzenia dużo w moim życiu się zmieniło. wyszedłem ze szpitala co najważniejsze. Moja choroba psychiczna nie pozostawiła po sobie żadnych śladów. Moi rodzice nadal są razem i myślę,że dobrze im się układa. Znalazłem dziewczynę,która też jest dla mnie ogromnym wsparciem. Czasem rozmawiam z siostrą. maksymalnie zerując swoje myśli zadając jej pytania. Zauważyłem też ,że jej odpowiedzią była pierwsza myśl jaka wpadła mi do głowy. Jednak nie zawsze się to udawało. Cieleśnie zobaczyłem ją jeszcze raz we śnie. Jakieś trzy miesiące po jej śmierci. Powiedziała : 'Nie pożegnaliśmy się,bo tak naprawdę ciągle jestem obok tylko tego nie zauważasz'.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz