By: Patrycja Klepacz

By: Patrycja Klepacz
By: Patrycja Klepacz

niedziela, 30 marca 2014

♥♥♥

          Ostatni post na dzisiaj. :) Dawno nie pisałyśmy ani nie wstawiałyśmy tutaj muzyki. W ciągu tygodnia postaram się napisać o kimś interesującym. :) Na razie łapcie piosenki,które ostatnio mnie 'prześladują'. :) Spokojnej nocy i przeżycia kolejnego poniedziałku wam życzę. A i pięknej pogody,bo bez niej nie wychodzimy z domu! ;)
                                             
                                                             1. Ola - Jackie Kennedy

2.R3hab & NERVO & Ummet Ozcan - Revolution

3. Guy Sebastian - Like a Drum

4. NONONO - Pumpin Blood

5. Chloe Howl - Rumour

                                         

Karolina :)

Koniec. Cz.4

          Operacja była przerwana? Co się ze mną działo? Nikt tego nie wiedział. Ksiądz egzorcysta znowu u mnie był. Nie miałam w sobie demona, to pewne. Wiedział o wszystkich zdarzeniach,które wcześniej mnie spotkały. To może dziwne,ale już teraz byłam pewna ,że to wina tamtych. Najpierw ten demon, wszystko co mnie spotkało, moja choroba. Zniszczyli mi życie. Całe moje życie. Nie ma co z tego zbierać. Niemożliwym jest,żebym się uśmiechnęła albo zdobyła na pomyślenie o czymś przyjemnym. Po tym jak wszyscy mnie zbadali czy w sumie nie wiem może lepszym słowem będzie : 'doprowadzili do dość normalnego stanu'. Znowu miałam mieć przeszczep. Lekarze stwierdzili,że nigdy nie słyszeli o czymś takimi. Doktor ,który pierwszy zobaczył co się ze mną dzieję powiedział później,że nigdy nie czuł w sobie takiej pustki i stanu podobnego do upicia się. Przed operacją dość długo rozmawiałam z mamą. Byłam słaba, bardzo słaba. Naprawdę nie wiem co wtedy jeszcze trzymało mnie przy życiu. Może wiara? Nareszcie zaczęłam wierzyć. Może właśnie to Bóg trzymał mnie przy wszystkim. Nawrócili się też moi rodzice. Jednak jest dobrze,bo mamy religię. Jest okropnie,bo mamy białaczkę. Właśnie o tym rozmawiałam z moją mamą,a także o tym jak to wszystko się zaczęło. Zaledwie kilka miesięcy temu przed przeprowadzką wszystko było normalnie. Ja lubię taką normalność i strasznie za nią tęsknię. Przyszła pielęgniarka. : 
- Chodź skarbie ,to już czas.
- Mówi pani to tak ,jakbym za chwilę miała umrzeć - oznajmiłam zdenerwowana,choć wiedziałam ,że pielęgniarka nie miała złych zamiarów.
- Kamila uspokój się - powiedziała moja mama spokojnym tonem.
- Przepraszam panią. Naprawdę nie chciałam, po prostu mam już dość.
Wywieźli mnie z sali. Zdążyłam zobaczyć tylko moją rodzinę, tata w ostatniej chwili pocałował mnie w czoło. Wszystko się zaczęło, normalnie usnęłam. Jednak. Właśnie znowu jednak. Nic nigdy nie może odbyć się dobrze, po mojej myśli. Obudziłam się w pustej sali. Nikogo nie było. Nagle drzwiami weszli ci wszyscy, przez których właśnie tu leżałam. Poczułam zapach krwi i w tym momencie załam sobie sprawę ,że nie żyję. Oni wszyscy szli w moim kierunku jakby chcąc mnie jeszcze dobić. To jak kopać leżącego. Kiedy byli już kilka kroków ode mnie zamknęłam oczy ze strachu,a później czułam już tylko niebo. Ciepło, dobroć i miłość. Utęskniony ,ale niezasłużony odpoczynek.


Spring ♥

         Witam was :) Przepraszam za moją chwilową nieobecność oraz brak nowych postów. Postaram się jednak to nadrobić! Jeżeli dam radę to napiszę dzisiaj 4 część opowiadania, na którą możliwe,że ktoś czeka. :) Weekend mieliśmy bardzo słoneczny, co myślę,że bardzo wszystkich cieszy. Często wspominam o pogodzie, bo sądzę,że dzięki niej zazwyczaj mam dobry lub zły humor. Piękna pogoda = piękny humor. :) Łapcie tutaj kilka zdjęć,a ja zabieram się za pisanie. ;)








            Karolina :)






czwartek, 27 marca 2014

Seszyn, seszyn!

Hej kochani! :) Muszę przyznać, że trochę dawno mnie tu nie było, a ze względu na to dziś jestem po to, aby nadrobić te minimalne zaległości. Mam dla Was przygotowane zdjęcia z sesji, która odbyła się wczoraj. Żeby nie przedłużać przejdę od razu do nich:













Justyna:
bluzka - Reserved
spódnica - New Yorker
rajstopy - Gatta
buty - Nike (Air force) 
buty - CCC

Karolina:
sukienka - Ptak
buty - CCC

Miłego wieczorku misie, Justyna :)















poniedziałek, 24 marca 2014

Koniec. Cz.3

        Wizyta w szpitalu trwała zaledwie 2 dni. Byłam tam tylko po to, aby dojść do siebie po zdarzeniu w kościele. Pierwsze miejsce ,które odwiedziłam razem z tatą to wizyta u księdza. Ten znowu czekał na mnie razem z egzorcystą. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Moja twarz podobno wyglądała okropnie,a kiedy spałam co chwilę otwierałam oczy. Ja nic z tego nie odczuwałam. Po rozpoznaniu demona przez księdza egzorcystę co tydzień do niego jeździłam aż po mozolnym przebiegu tego jakby 'oczyszczania' nareszcie byłam wolna. Naprawdę było to okropne doświadczenie. To 'coś',które siedziało w środku mnie wyssało ze mnie wszystko razem ze zdrowiem. Zaczęły się moje problemy z płucami, które męczyły mnie w przedszkolu. W sumie nie wiem dokładnie jaki to ma związek,ale chyba przez całe to zmęczenie coś znowu zaczęło się dziać. Nie było ze mną dobrze co chwilę byłam w szpitalu. Z moim najgorszym atakiem trafiłam tam we wtorek. To nie był przypadek. Wszystko co okropne działo się właśnie w ten dzień. Praktycznie nie żyłam. Wiem,że brzmi to dziwnie jednak inaczej nie umiem tego określić. Przyznam się ,że nawet dokładnie nie wiem co mi dolega,bo nawet lekarze tego nie wiedzą. Zasnęłam po lekach. Obudziłam się następnego dnia. Na oknie w mojej sali było napisane : 'Et a pena dignum' oczywiście krwią. Po sprawdzeniu w internecie tego zwrotu dowiedziałam się,że dosłownie znaczy to : 'Spotka cię kara'. W tym właśnie momencie zaczęłam krzyczeć. Jeszcze kara? Czy nie wystarczającą męczarnią był egzorcyzm i szpital? Nie wiem kto to napisał. Znaczy w sumie domyślam się. Pewnie Ci przez ,których tak wiele zła mnie spotkało. Przecież to pewne ,że to tylko przez nich dzieje się tak,a nie inaczej. Jak się niedługo okazało ,nie. Przez osłabnięcie mojego organizmu ilość białych krwinek w  nim spadła. Na to co stało się później i na co byłam chora możecie prosto sobie odpowiedzieć. Nie wiem czym zasłużyłam sobie na cierpienie w takim stopniu. Przez jedno ' nie ' straciłam wszystko,całe życie i to co budowałam. Nie będę opisywać tego co działo się przed przeszczepem,bo to mijałoby się z celem. Kto by chciał czytać o tym jak bardzo źle się czułam i w jak okropnym stanie byłam? Nikt. Przejdźmy do rzeczy.  Nadszedł dzień operacji. Nie miałam pojęcia kto był dawcą. Operacja trwała,byłam uśpiona. Nagle otworzyłam oczy. Przynajmniej tak opowiadali lekarze. Były całe przekrwione,jakby ktoś trzymał je we krwi. Później z moich ust wydobył się nie krzyk,ale bardziej jęk. Jęk duszy ,która jest uwięziona. Nie może się uwolnić.

niedziela, 23 marca 2014

Koniec. Cz.2

          Cały tydzień myślałam o tym co zdarzyło się wtedy na ulicy. Znowu nadszedł wtorek. Tym razem dwa tygodnie od tamtego incydentu. Jak zwykle około siódmej wstałam z łóżka i zeszłam do kuchni na śniadanie. Byłam w domu tylko z moim psem. Włączyłam radio ,żeby poczuć się trochę pewniej. W sumie to o czym ja mówię. Chcę poczuć się pewniej we własnym domu, przecież to niedorzeczne. Kiedy już założyłam kurtkę i chciałam pociągnąć za klamkę zauważyłam,że moja ręka jest cała czerwona. To była krew. Jak już wspominałam nienawidziłam jej. Zaczęłam krzyczeć i ciągnąć za klamkę,ale drzwi były zamknięte. Próbowałam wyjść garażem. Panika ogarnęła mnie do tego stopnia,że nie byłam w stanie racjonalnie myśleć lub wypowiedzieć jakiekolwiek słowo. Chciałam także zmyć krew z ręki,ale kiedy już to uczyniłam ona nienaturalnie powracała. Krzyczałam. Tylko to wtedy umiałam zrobić. Był ranek, spóźniona do szkoły siedziałam w toalecie. Po fali nerwów po prostu zasnęłam w toalecie. Znalazł mnie tata i pierwsze co pomyślał to to,że chciałam popełnić samobójstwo. Próbowałam wytłumaczyć mu,że nie miałabym nawet czym tego zrobić,a poza tym znalazłby to tutaj. Nagle przypomniało mi się o mojej ręce i o krwi,która żadnym sposobem nie chciała zejść. Nie chciał mi uwierzyć we wszystko co mu powiedziałam ,bo drzwi frontowe były otwarte,a moja ręka czysta. Jednak ja wiedziałam swoje i wiedziałam jak było. Nigdy nie chodziłam do kościoła. Moi rodzice byli jak to się mówi 'wierzący,ale nie praktykujący'. Ja w niedzielę poszłam do kościoła. Rodzice chyba jeszcze nigdy nie byli tak zdziwieni. Kiedy podczas mszy świętej nastąpiło przemienienie mi zrobiło się słabo i usłyszałam głos. Ale nie szept to był krzyk, jakby ktoś siedział w mojej głowie. To coś mówiło : 'Uciekaj!'. Zemdlałam. Obudzona w szpitalu pierwsze o co poprosiłam to wizyta księdza. Obojętnie jakiego. Przyszedł ten z naszej parafii. Ten,który odprawiał mszę. Powiedział,że obserwował mnie całą mszę,bo zachowywałam się dziwnie. Oznajmił mi,że moja twarz przybierał nienaturalny wyraz,a cała moja skóra miała jakby czerwony odcień. Nigdy w życiu się tak nie bałam.

sobota, 22 marca 2014

Koniec. Cz.1

          Nowy dom. Nowi ludzie. Nowa szkoła. Po tym jak mój tata dostał pracę w innym mieście, wyprowadziliśmy się. Zaczęłam naukę w innym liceum w klasie o tym samym profilu co wcześniej,ale to nie było to samo. Ludzie byli jacyś dziwni. Pół mojej klasy zachowywało się jakby właśnie dzisiaj rano wyszli z buszu. Druga połowa była wymieszana,gdyż jedni byli normalni,a drudzy to tak jakby goci. W każdym razie ci drudzy wyglądali i zachowywali się strasznie. Czasem zdawało mi się jakby niektórzy z nich co jakiś czas szeptali coś pod nosem. Bałam się ich. Na szczęście tacy ' dziwacy ' nie byli tylko w naszej klasie. Ta grupka zbierała się codziennie pod szkołą i szła zawsze w tym samym kierunku.
          Pewnego dnia postanowiłam iść za nimi. Nie zostałam niezauważona. Jeden z nich, zresztą mój kolega z klasy, Michał, podszedł do mnie.
- Czego tutaj szukasz? - powiedział patrząc się na mnie tak jakby za chwilę chciał mnie zabić.
- Szłam tylko do babci, nie zabronisz mi chyba?
- Ten jeden raz ci wybaczę. - rzekł teraz już się uśmiechając.
Wróciłam do domu okrężną drogą,bo głupio by było nagle się cofnąć. Może przesadzam albo też przesadnie dramatyzuje,ale Michał i jego koledzy zaczęli mi się przyglądać. Z dnia na dzień sytuacja była coraz dziwniejsza. Kiedyś wychodziłam ze szkoły i oni wszyscy podeszli do mnie. Na początku się starałam,ale oni siła zaprowadzili mnie na miejsce,w którym zawsze się spotykali. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to czarny materiał porozwieszany na ścianach,suficie,a także rzucony niedbale na ziemię. Na środku stał stolik czy może raczej postument ,a na nim leżała jakaś książka. Zamknęli drzwi i Natalia, dziewczyna z równoległej klasy opowiedziała mi o nich. Była to tak jakby sekta ,o której w życiu nie słyszałam. Zajmowali się zjawiskami paranormalnymi, polewali ręce krwią,ale jej nie pili. Ciągle zastanawiałam się po co mnie tu przyprowadzili. Po chwili wszystko mi wytłumaczyli. Byłam tam,ponieważ chcieli,żebym do nich dołączyła. Nawet się nie zastanawiając odpowiedziałam 'nie', po czym wyszłam zdecydowanym krokiem. Michał zdążył tylko krzyknąć,że spotka mnie kara. Zaczęłam się śmiać,bo brzmiało to tak jakbyśmy grali w jakimś niskobudżetowym horrorze,a on właśnie teraz mi groził. Następne dni były normalne,ale własnie jest ale. Jakoś tydzień po mojej odmowie,czyli we wtorek wracałam z fortepianu,było już ciemno. Nagle wszystkie latarnie na ulicy zgasły. Wszystko działo się jak w filmie. Nie bałam się ,bo wiedziałam,że to tylko przypadek,a poza tym wiedziałam,że zjawiska paranormalne nie istnieją. Poczułam zapach krwi. Bardzo intensywny zresztą. Nienawidziłam go. Do domu było już niedaleko, kiedy zauważyłam ,że coś idzie ,a raczej czołga się po ulicy. Kiedy próbowałam się temu 'czemuś' przyjrzeć zniknęło. Zaczęłam biec ,zapach krwi nadal dostawał się do mojego nosa. Wbiegłam zdyszana. Wytłumaczyłam wszystko mamie,która w nic nie chciała wierzyć,a nawet próbowała mi uświadomić,że latarnie były przypadkiem,zapach krwi złudzeniem,a to 'coś' na ulicy to jakieś zwierzę. Sama zaczynałam w to wierzyć aż do momentu kiedy zdjęłam kurtkę i poczułam krew. Jeszcze raz ją powąchałam ,aby się upewnić. Zbiegłam do salonu ,aby pokazać to mamie,ale kiedy ona tego powąchała pachniało moimi perfumami. Po ponownym przyjściu do pokoju zdecydowałam ,że zapomnę o tym co dzisiaj się wydarzyło.



czwartek, 20 marca 2014

WIOSNA!

Witam, witam! Zawitała do nas ponownie piękna, słoneczna, wiosenna pogoda, a razem z nią notka + zdjęcia z sesji! Nie ma co tu przedłużać, sami zobaczcie:





Jutro już piąteczek i weekendzik! Miłego wieczoru, Justyna :)

Komentarze :)

          Od pewnego anonimka na asku Justyny dowiedziałyśmy się,że fajnie by było jeżeli komentarze do wszystkich postów mogłyby być dodawane także przez osoby nieposiadające konta google. Dało to nam sporo do myślenia i od tej właśnie chwili możecie wszystko komentować, do czego bardzo zachęcamy! :)

Paznokcie :)

          Witam :) Jak już pewnie po dzisiejszym dniu zdążyliście zauważyć wiosna zbliża się do nas wielkimi krokami. Mnie osobiście bardzo to cieszy :) Chciałabym się podzielić z wami czymś co od niedawna nie daje mi spokoju,a mianowicie paznokcie. Sama może nie umiem o swoje idealnie zadbać jednak w miarę się staram. Jednak kiedy już zacznę się starać paznokcie się łamią. No,ale cóż. :) Poniżej kilka zdjęć paznokci,które mi się spodobały. Miłego oglądania. :)









Karolina :)

sobota, 15 marca 2014

Wiosna & Zdjęcia

          Zapowiedzianą już dla was niespodzianką będą nasze zdjęcia zrobione wczoraj :) Bez zbędnych wstępów zapraszamy do obejrzenia wyników sesji :



Do tego zdjęcia należy dodać podpis :) Jest to nasza przyjaciółka Ania,która wczoraj także uczestniczyła w zdjęciach :).










Na razie to na tyle :) Zapraszamy do odwiedzania bloga i komentowania. Karolina i Justyna :)





'Światu brakuje troski, widzę znów kolejny upadek człowieka'

          Nie wiem czy macie czasem takie wrażenie,że nikt was nie chce. Często się tak czułam ,nawet za często. Popadałam w krótkie nałogi nie wiedząc co się właściwie ze mną dzieje. W szkole nie dawałam sobie rady ,w sumie jak większość moich rówieśników. Wszyscy mieli wszystko gdzieś. Czasem tam gdzieś głęboko przeklinam to,że urodziłam się w tym chorych czasach. Nauka,szkoła,nauczyciele to nic,a co najgorsze przysługuje im zero szacunku. Wracając do mojej osoby,bo to właśnie nade mną chciałabym się najbardziej poużalać. Niedawno zerwałam kontakty z moim normalnym towarzystwem. Koledzy i koleżanki z klasy przestali się liczyć. Dzięki mojej znajomej,później przyjaciółki dostałam się do grupy dresów. Nie myślcie tylko,że ubierałam się jak one. Co ja się tłumaczę. Przynależałam do nich. Obcowałam z nimi. Rozmawiałam. Wszystko było naprawdę super. Nareszcie czułam,że ktoś mnie akceptuje taką jaka jestem.
          Jednak jak zwykle coś musiało się stać. Tak jak na początku czułam się akceptowana, tak już teraz czuję się wykorzystywana.Kiedy nie mieli a papierosa, piwo czy coś innego,żeby tylko sprawiło,że nie kontaktują, wołali mnie niby witając się ,pytając co u mnie ,a za chwilę : 'Masz może pożyczyć kasę? Jutro oddam serio'. Dokładnie tak wyglądało to za każdym razem. Pewnego wieczora ,zresztą takie samego jak każdy inny, słuchając muzyki doszłam do wniosku,że to koniec z tym towarzystwem,tymi ludźmi i tym życiem. Idąc następnego dnia do szkoły oni wszyscy siedzieli jak zwykle w parku. Zawsze podchodziłam przywitać się z nimi,a dzisiaj zdecydowana rzuciłam tylko 'cześć' i szybkim krokiem poszłam dalej. Później idąc na w-f  wie z nich złapały mnie koło szafek.
- Co ty sobie wyobrażasz? Jesteś z nami i nawet nie próbuj myśleć inaczej. Każdy wie,że chcesz od nasz uciec i być inna. Nie uda ci się. Za późno. Już siedzisz w tym gównie z nami. - wykrzyczała mi w twarz jedna z nich. Wtedy były tylko dwie. W sumie w naszej szkole było ich około 17. Poza szkołą jeszcze z 20.
          Po mojej 'ucieczce' od nich nie dawali mi spokoju. Wyzywali, gnębili w internecie. Kiedyś nawet rzucili kamieniem przez niestety otwarte okno, tylko po to ,żebym wyjrzała i zobaczyła ,że tu są i nigdy się ode mnie nie odczepią.
          Był maj. Słońce i ogólnie wszystko czego potrzebowałam. Od mojego 'odejścia' czy jakkolwiek to nazwać dzisiaj mijał miesiąc. Przez ten czas wróciłam do moich starych znajomych za wszystko bardzo ich przepraszając. W środę jakoś po 16 wracałam z siatkówki. To właśnie talent odkryty w ostatnim miesiącu. Z treningu na trening zdawałam sobie sprawę,że jestem naprawdę dobra. Więc wracając do tego powrotu. Myśląc o tym co zjem w domu na obiad zauważyłam moich dawnych przyjaciół. Siedzieli jak zwykle na tej samej ławce w parku,która praktycznie już do nich należała. Wiedziałam ,że czekają na mnie. Nigdy nie byłam niczego bardziej pewna. Zastanawiałam się czy nie uciec. Ale dokąd? Nikt z moich znajomych tu nie mieszka ,a nie wejdę do domu obcych ludzi. Poza tym dogonią mnie. Starałam się nie zwracać na nich uwagi i iść  prosto na przystanek. Niestety moje zniszczyli moje zamierzenie. Ustawili się w mur.
- Zapłacisz dzisiaj za zdradę.
- No chyba nie będziesz jej biła! - powiedział najnormalniejszy z nich,który no nie ukrywajmy bardzo mi się podobał i tak naprawdę tylko za nim stamtąd tęskniłam.
Wtedy było za późno Wiktoria uderzyła moją głową o chodnik i skopała na tyle mocno,że trafiłam do szpitala. Obudziłam się w czystej,białej pościeli. Koło mnie stali rodzice i siedział Hubert,właśnie ten,który jak okazało się obronił mnie. Dzięki niemu żyję. Po usłyszeniu tych informacji byłam pewna ,że od teraz będziemy razem. Chciałam rzucić mu się na szyję,ale kiedy wstałam wszystko się rozmazało. Właśnie w tym momencie. Momencie ,w którym byłam w pełni szczęśliwa. W mojej głowie nastąpił wylew,wszystko przez uderzenie w chodnik. Nic już nie pomogło. Zdążyłam wyszeptać tylko : 'Dziękuję' po czym odeszłam jak to każdy mówi : 'Do raju'.



Oprócz błękitnego nieba, nic mi dzisiaj nie potrzeba ♥

          Witam :) Przyszedł upragniony weekend. Cały tydzień pogoda była cudowna, każdy cieszył się słońcem. Jednak dzisiaj zrobiła nam niemiły żart :) Nie ma się co załamywać, chociaż patrząc przez okno w moim przypadku nie jest za wesoło. Damy radę :) Obudziłam się dzisiaj o 8 i na początku było pochmurnie wiał wiatr, później zaczął padać grad i wtórowała mu okropna wichura. Natomiast teraz świeci słońce,ale wieje dość mocny wiatr. To tyle z prognozy pogody jak na teraz. Dzisiaj postaram się aktywnie uczestniczyć w życiu naszego bloga. Przygotowałyśmy dla was także niespodziankę,którą opublikuje Justyna. Na razie życzę wam miłego dnia i smacznego obiadu ;)


Chciałam nadmienić ,że zdjęcie wyżej wykonane zostało przez moją kuzynkę. Pochwalę się,a co :)
Karolina :)

sobota, 8 marca 2014

Nie istnieję.

          Zdyszana wbiegłam do domu. Jednak zdobyłam to co chciałam. Ukradłam jedzenie,sprzedawca mnie gonił. To już nieważne. Kradnę,bo nie mam co jeść. Matka nie żyje, ojciec ma nową kobietę. On pije, nie obchodzę go. Jeszcze nikt nie zabrał mnie z tego bałaganu,bo jakoś utrzymuję się z kradzieży i rzadkich prac. Nie chciałabym kraść,ale nie mam wyjścia, bo kto przyjmie piętnastolatkę do pracy? Tak więc żadna pomoc społeczna o niczym nie wie. Ojciec nawet nie wie co jem, w co się ubieram, jak się uczę. Ważne,że jest na wódkę.
          Był czerwiec prawie koniec szkoły. Wszystko pięknie, nikt nie przyłapał mnie nigdy na kradzieży, zdawałam nawet z nie najgorszą średnią. Po szkole poszłam w stronę domu. Od wczoraj nic nie jadłam więc musiałam iść do pobliskiego sklepu. Niby rozglądając się pomiędzy towarami na półkach schowałam kilka batonów do kieszeni.
- Złodziejka! Ona kradnie! - krzyknął jakiś mężczyzna koło mnie.
Od razu rzuciłam się do wyjścia. Niestety powstrzymał mnie sprzedawca stojący przed drzwiami. Przytrzymali mnie i zadzwonili na policję. Przyjechali i już chcieli odjeżdżać ze mną na komisariat,ale jeszcze,żeby mało było mi kłopotów kobieta ,którą ostatnio pozbawiła portfela właśnie wchodziła do sklepu.
- To ta złodziejka! Nie wstyd ci gówniaro tak wszystkich okradać? - po tych słowach uderzyła mnie w policzek. Nie jestem cierpliwa. Gdyby nie policjanci uderzyłabym ją. Na komisariacie zdzwonili po ojca ,który pewnie był tak napity,że nie dał rady nawet podnieść telefonu. Nie wiem czy zdałby sobie sprawę gdybym uciekła z domu albo umarła. On po prostu żyłby dalej. Zadano mi klika pytań. Wiem,że doskonale zdawali sobie sprawę z tego,że kradłam. Odwieźli mnie do domu mówiąc,że odbiorą mnie jutro ze szkoły. W domu zastałam napitego ojca wraz z jego nachlaną dziewczyną,czy jakkolwiek ją nazwać. Leżąc w łóżku zdałam sobie sprawę,że mogę trafić do poprawczaka. Moje przemyślenie nie mogły być bardziej trafne. W ciągu kilku dni stało się wszystko czego najbardziej się obawiałam :
- o wszystkim dowiedział się ojciec,
- miałam sprawę w sądzie,
- właśnie byłam w drodze do poprawczaka.
Ja trafiłam do poprawczaka. Przecież nie kradłam dla szpanu czy czegoś w tym rodzaju. Bałam się ,że umrę z głodu. Wszystko co ojciec kupował było tylko po to ,żeby nie pić wódki na pusty żołądek. Wracając do niego,nawet nie przejął się tym ,że gdzieś mnie wywożą. Kiedy żyła mama ona się mną opiekowała. Dbała o to,żebym miała czyste ubranie,żebym coś zjadła,abym miała odrobioną pracę domową. Teraz sama musiałam się wszystkim zająć. Nikogo nie obchodził mój los.
          Kiedy dojechaliśmy bałam się jak nigdy. Przydzielili mi pokój z jakimiś dwoma dziewczynami,które już na wstępie powiedziały,że nie będę miała z nimi lekko. Z dnia na dzień było coraz  gorzej. Powiedziałam wszystko o ojcu i mojej sytuacji opiekunce,naiwnie myśląc,że to coś pomoże. Przekazała mi wtedy,że tam pojedzie i zobaczy jak ma się sytuacja. Jednak jej wizyta z dnia na dzień się bardzo przeciągała. Nigdy nie było czasu. Odliczałam tylko minuty do nocy,żeby móc iść spać ,a potem minuty do nocy,żeby przeżyć kolejny dzień. Myślałam tylko o tym ile czasu zostało mi,żeby odejść. Nie,nie z poprawczaka. Z tego świata. Pocieszałam się tylko tym,że jestem jeden dzień bliżej do śmierci. Przecież to chore. Myśleć o śmierci jako bliskiej przyjaciółce, jakby o osobie, na którą czeka się z tak wielkim utęsknieniem. Nauczyciele czy jak to oni na siebie mówią 'wychowawcy trudnej młodzieży' byli okropni. Zero szacunku do twojej osoby, zero żadnych ludzkich uczuć. Inni byli tacy sam albo gorsi. Kilka razy mnie pobito za to,że 'się krzywo patrzę'. Tak wyglądało moje życie. Aż pewnego dnia postanowiłam z nim skończyć. W nocy weszłam do którejś z klas. Zawiązałam sobie linę na szyi i zeszłam z krzesła. To był koniec,nie żałowałam .Byłam tam gdzie pragnęłam, byłam u siebie. Zostawiłam to dla czego nie warto było istnieć. Kroczyłam drogą w coś lepszego, tak mówiła mi moja niezawodna intuicja.




piątek, 7 marca 2014

Dzień Kobiet ♥

Heeej, hej! :) Dawno tu nie pisałam, wybaczcie, ale mam takiego neta, że mi ostatnio szwankuje ;/ To nieważnie, na dzisiaj przygotowałam post na temat zbliżającego się DNIA KOBIET!
Dzień Kobiet - coroczne święto obchodzone 8 marca jako wyraz szacunku dla ofiar walki o równouprawnienie kobiet. Ustanowione zostało w 1910 roku. Dzień Kobiet w Polsce był obchodzony na szeroką skalę do 1993 roku.
Tak się składa, że mam urodziny 8 marca :) Teraz zdjęcia dotyczące tego DNIA:





Wszystkiego najlepszego życzę Wam kobietki w ten dzień! Jest to Wasz dzień, więc wykorzystajcie go jak najlepiej, jak potraficie, bądźcie w ten dzień przede wszystkim szczęśliwe! Wszystkiego najlepszego, dużo uśmiechu! Justyna :)





:)

          Witam :) Nadszedł weekend ,a z nim jak zwykle nowe posty. Ostatnio jakoś brak mi weny twórczej ,ale postaram się coś wymyślić. Na zakończenie tygodnia czy w sumie tych pięciu dni szkoły czy pracy macie kilka zdjęć,które niedawno znalazłam i naprawdę bardzo mi się podobają. :)