By: Patrycja Klepacz

By: Patrycja Klepacz
By: Patrycja Klepacz

poniedziałek, 24 marca 2014

Koniec. Cz.3

        Wizyta w szpitalu trwała zaledwie 2 dni. Byłam tam tylko po to, aby dojść do siebie po zdarzeniu w kościele. Pierwsze miejsce ,które odwiedziłam razem z tatą to wizyta u księdza. Ten znowu czekał na mnie razem z egzorcystą. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Moja twarz podobno wyglądała okropnie,a kiedy spałam co chwilę otwierałam oczy. Ja nic z tego nie odczuwałam. Po rozpoznaniu demona przez księdza egzorcystę co tydzień do niego jeździłam aż po mozolnym przebiegu tego jakby 'oczyszczania' nareszcie byłam wolna. Naprawdę było to okropne doświadczenie. To 'coś',które siedziało w środku mnie wyssało ze mnie wszystko razem ze zdrowiem. Zaczęły się moje problemy z płucami, które męczyły mnie w przedszkolu. W sumie nie wiem dokładnie jaki to ma związek,ale chyba przez całe to zmęczenie coś znowu zaczęło się dziać. Nie było ze mną dobrze co chwilę byłam w szpitalu. Z moim najgorszym atakiem trafiłam tam we wtorek. To nie był przypadek. Wszystko co okropne działo się właśnie w ten dzień. Praktycznie nie żyłam. Wiem,że brzmi to dziwnie jednak inaczej nie umiem tego określić. Przyznam się ,że nawet dokładnie nie wiem co mi dolega,bo nawet lekarze tego nie wiedzą. Zasnęłam po lekach. Obudziłam się następnego dnia. Na oknie w mojej sali było napisane : 'Et a pena dignum' oczywiście krwią. Po sprawdzeniu w internecie tego zwrotu dowiedziałam się,że dosłownie znaczy to : 'Spotka cię kara'. W tym właśnie momencie zaczęłam krzyczeć. Jeszcze kara? Czy nie wystarczającą męczarnią był egzorcyzm i szpital? Nie wiem kto to napisał. Znaczy w sumie domyślam się. Pewnie Ci przez ,których tak wiele zła mnie spotkało. Przecież to pewne ,że to tylko przez nich dzieje się tak,a nie inaczej. Jak się niedługo okazało ,nie. Przez osłabnięcie mojego organizmu ilość białych krwinek w  nim spadła. Na to co stało się później i na co byłam chora możecie prosto sobie odpowiedzieć. Nie wiem czym zasłużyłam sobie na cierpienie w takim stopniu. Przez jedno ' nie ' straciłam wszystko,całe życie i to co budowałam. Nie będę opisywać tego co działo się przed przeszczepem,bo to mijałoby się z celem. Kto by chciał czytać o tym jak bardzo źle się czułam i w jak okropnym stanie byłam? Nikt. Przejdźmy do rzeczy.  Nadszedł dzień operacji. Nie miałam pojęcia kto był dawcą. Operacja trwała,byłam uśpiona. Nagle otworzyłam oczy. Przynajmniej tak opowiadali lekarze. Były całe przekrwione,jakby ktoś trzymał je we krwi. Później z moich ust wydobył się nie krzyk,ale bardziej jęk. Jęk duszy ,która jest uwięziona. Nie może się uwolnić.

1 komentarz: