By: Patrycja Klepacz

By: Patrycja Klepacz
By: Patrycja Klepacz

sobota, 22 marca 2014

Koniec. Cz.1

          Nowy dom. Nowi ludzie. Nowa szkoła. Po tym jak mój tata dostał pracę w innym mieście, wyprowadziliśmy się. Zaczęłam naukę w innym liceum w klasie o tym samym profilu co wcześniej,ale to nie było to samo. Ludzie byli jacyś dziwni. Pół mojej klasy zachowywało się jakby właśnie dzisiaj rano wyszli z buszu. Druga połowa była wymieszana,gdyż jedni byli normalni,a drudzy to tak jakby goci. W każdym razie ci drudzy wyglądali i zachowywali się strasznie. Czasem zdawało mi się jakby niektórzy z nich co jakiś czas szeptali coś pod nosem. Bałam się ich. Na szczęście tacy ' dziwacy ' nie byli tylko w naszej klasie. Ta grupka zbierała się codziennie pod szkołą i szła zawsze w tym samym kierunku.
          Pewnego dnia postanowiłam iść za nimi. Nie zostałam niezauważona. Jeden z nich, zresztą mój kolega z klasy, Michał, podszedł do mnie.
- Czego tutaj szukasz? - powiedział patrząc się na mnie tak jakby za chwilę chciał mnie zabić.
- Szłam tylko do babci, nie zabronisz mi chyba?
- Ten jeden raz ci wybaczę. - rzekł teraz już się uśmiechając.
Wróciłam do domu okrężną drogą,bo głupio by było nagle się cofnąć. Może przesadzam albo też przesadnie dramatyzuje,ale Michał i jego koledzy zaczęli mi się przyglądać. Z dnia na dzień sytuacja była coraz dziwniejsza. Kiedyś wychodziłam ze szkoły i oni wszyscy podeszli do mnie. Na początku się starałam,ale oni siła zaprowadzili mnie na miejsce,w którym zawsze się spotykali. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to czarny materiał porozwieszany na ścianach,suficie,a także rzucony niedbale na ziemię. Na środku stał stolik czy może raczej postument ,a na nim leżała jakaś książka. Zamknęli drzwi i Natalia, dziewczyna z równoległej klasy opowiedziała mi o nich. Była to tak jakby sekta ,o której w życiu nie słyszałam. Zajmowali się zjawiskami paranormalnymi, polewali ręce krwią,ale jej nie pili. Ciągle zastanawiałam się po co mnie tu przyprowadzili. Po chwili wszystko mi wytłumaczyli. Byłam tam,ponieważ chcieli,żebym do nich dołączyła. Nawet się nie zastanawiając odpowiedziałam 'nie', po czym wyszłam zdecydowanym krokiem. Michał zdążył tylko krzyknąć,że spotka mnie kara. Zaczęłam się śmiać,bo brzmiało to tak jakbyśmy grali w jakimś niskobudżetowym horrorze,a on właśnie teraz mi groził. Następne dni były normalne,ale własnie jest ale. Jakoś tydzień po mojej odmowie,czyli we wtorek wracałam z fortepianu,było już ciemno. Nagle wszystkie latarnie na ulicy zgasły. Wszystko działo się jak w filmie. Nie bałam się ,bo wiedziałam,że to tylko przypadek,a poza tym wiedziałam,że zjawiska paranormalne nie istnieją. Poczułam zapach krwi. Bardzo intensywny zresztą. Nienawidziłam go. Do domu było już niedaleko, kiedy zauważyłam ,że coś idzie ,a raczej czołga się po ulicy. Kiedy próbowałam się temu 'czemuś' przyjrzeć zniknęło. Zaczęłam biec ,zapach krwi nadal dostawał się do mojego nosa. Wbiegłam zdyszana. Wytłumaczyłam wszystko mamie,która w nic nie chciała wierzyć,a nawet próbowała mi uświadomić,że latarnie były przypadkiem,zapach krwi złudzeniem,a to 'coś' na ulicy to jakieś zwierzę. Sama zaczynałam w to wierzyć aż do momentu kiedy zdjęłam kurtkę i poczułam krew. Jeszcze raz ją powąchałam ,aby się upewnić. Zbiegłam do salonu ,aby pokazać to mamie,ale kiedy ona tego powąchała pachniało moimi perfumami. Po ponownym przyjściu do pokoju zdecydowałam ,że zapomnę o tym co dzisiaj się wydarzyło.



2 komentarze: