Cześć. Nie.
Zaczęłam to beznadziejnie. Zresztą jak wszystko. Cokolwiek co
zacznie się w moim życiu kończy się tak koszmarnie jak się zaczęło.Więc nazywam się Stefanie.
Chociaż imię mam oryginalne. Mam 16 lat i chodzę do II Liceum
Ogólnokształcącego im. Marii Składowskiej Curie ,profil bio-chem.
w Warszawie gdzie niestety mieszkam. Po tym wstępie każdy może
stwierdzić,że użalam się nad sobą i nie doceniam daru jakim jest
życie. Jednak faktycznie nie umiem go docenić. Nie mam do tego
możliwości, nie mam jak. Moje 'życie' to zbiór kłamstw,udawania
i bólu. W szkole jestem gnębiona,odpychana przez jeden głupi błąd,
o którym szkoda gadać. W domu jest jeszcze gorzej. Jeżeli w ogóle
miejsce,w którym jestem po szkole można tak nazwać. Nie mam mamy.
Zmarła dokładnie pięć lat temu w wypadku wracając z wyjazdu
służbowego. Był to najgorszy moment w moim życiu. Była dla mnie
nie tylko matką,ale także najlepszą przyjaciółką,która
potrafiła mi dać 'kopa' jak nikt inny. Żyję z ojcem,którego
ciągle nie ma,a jeżeli ma wolną chwilę to siedzi przed
telewizorem lub śpi. Wiem,że ciężko pracuje,bo nie możemy
narzekać na sytuację finansową przy jego zawodzie. Mój ojciec
jest prawnikiem. Mieszkamy w wielkim domu,w którym nie ma życia i
słychać tylko samotność. Więc tak po krótce wygląda moja
codzienność. Jednak to nie jest jeszcze najlepsze. Często się
tnę. Dwa/trzy razy w tygodniu okaleczałam swoje ręce i nogi. Nie
mówiłam jeszcze o lepszej stronie mojego życia. Muzyka,a dokładnie
zespół Metellica to chyba jedyne dla czego żyję. Może jeszcze
nauka,bo z nią też nie idzie mi najgorzej. Coroczne świadectwo z
paskiem to chyba pewne osiągnięcie.
Czwarty
kwietnia 2013r. to data ,którą zapamiętam do końca życia ,a nawet
jeszcze dłużej.
Po tym jak
zostałam wyśmiana za najlepszą ocenę z testu z biologii i koszulkę
z Iron Maiden wróciłam do domu. Ojca nie było. Zjadłam obiad,choć
bez chęci.. Wiedziałam,że musiałam to zrobić ,bo niedawno
otarłam się o anoreksję. W porę się opamiętałam. Po obiedzie
poszłam do pokoju,usiadłam na łóżku i zaczęłam płakać. Nie
wiedziałam nawet czemu. Nie robiłam tego często,starałam się nie
pokazywać w ten sposób słabości. Po chwili wzięłam żyletkę i
kilka razy przejechałam nią po skórze. Zrobiło mi się słabo.
Obudziłam
się w szpitalu podłączona do kroplówki. Na prawej ręce miałam
bandaż.
-Co mi się
stało? - Zapytałam pielęgniarki stojącej przed drzwiami.
-Nic
skarbie. Zasłabłaś i karetka zabrała cię tutaj. Na szczęście
wszystko jest dobrze.
Faktycznie 'na
szczęście'. Miałam zostać w szpitalu 6 dni,czyli do najbliższego
czwartku. Po dwóch dniach stwierdziłam,że nienawidzę tego łóżka
i muszę gdzieś iść. Spacerując po szpitalu trafiłam na oddział onkologiczny. Idąc
korytarzem i przyglądając się salom nie zauważyłam małej
dziewczynki stojącej kilka kroków ode mnie.
-Aniołek,aniołek!
Ty jesteś Aniołem – Powiedziała.
-Co?
-Mama
mówiła mi ,że ci którzy mają okaleczone nadgarstki to anioły.
-Pomyliło
ci się. Dość daleko mi do anioła.- oznajmiłam jej lekko się
uśmiechając.
-Ależ
jesteś! Mama mówiła,że tylko anioły mają takie blizny,bo nie
lubią życia na Ziemi. Ten świat ich niszczy,dlatego chcą wrócić
do nieba. Są zbyt wrażliwi na ból innych i własny.
-Twoja
mama jest bardzo mądra. - miałam łzy w oczach.
-Dziękuję.
Ona też jest aniołem ,ale już wróciła do domu.
Ta krótka
rozmowa odmieniła moje życie. Dowiedziałam się ,że Lenka,bo tak
miała na imię ma siedem lat i choruje na białaczkę. Podczas
mojego pobytu w szpitalu codziennie rozmawiałyśmy,a nawet śmiałyśmy
się. Rzadko mi się to zdarzało. Jednak kiedy widziałam jej uśmiech
i radość,którą po prostu emanowała nie mogłam się chociaż nie
uśmiechnąć. Lena powiedziała,że jeżeli nadejdzie 'ten' dzień
to mam pogodzić się z tatą i przestać się okaleczać,a wtedy
wszystko będzie dobrze. Mówiąc 'ten' dzień,miała na myśli swoją
śmierć. Niestety ta przyszła zabrać tego małego kwiatuszka dość
szybko,za szybko. We wtorek około godziny 15 pielęgniarka z mojej
sali powiedziała mi,że moja mała przyjaciółka umiera. Kiedy to
usłyszałam rzuciłam się do drzwi i biegiem ruszyłam do sali, w
której leżała. Wtedy było już za późno. Jej usta powiedziały
do mnie tylko 'kocham cię' i odeszła. Nie miała rodziców,była w
tym sama.Ich też zabrała choroba. To był drugi najgorszy dzień w
moim życiu. Jeszcze przez chwilę trzymałam ją za rączkę po czym
przyszedł lekarz i zabrał ciało. Wtedy zrobiłam coś co mnie samą
zdziwiło. Poszłam do szpitalnej kaplicy. Nie wierzyłam w
Boga,jednak tamtego dnia ciągnęło mnie do tego miejsca.Długo
modliłam się za mojego kwiatuszka. Nawet nie wiedziałam ile to
trwało..
Kiedy
wyszłam ze szpitala wszystko się odmieniło. Porozmawiałam z tatą
poważnie o tym jak jest,a jakbym chciała,żeby było. Metodą
małych kroczków zburzyliśmy dzielący nas mur. Często
odwiedzaliśmy cmentarz. Chodziliśmy do mamy i Lenki. Przestałam
się ciąć na dobre. Nie przejmowałam się krytyką,a nawet
znalazłam przyjaciela. Tomek często mi pomagał,rozmawiał. Miał
podobne hobby do mnie,kto wie może wyjdzie z tego coś więcej. Na
ścianie w moim pokoju namalowaliśmy Anioła wieszając nad nim
zdjęcie Leny. Nigdy nie zapomnę tego co dla mnie zrobiła i tego
,że mnie zaakceptowała i jako pierwsza po śmierci mamy szczerze
pokochała.

Kochana śliczna historia popłakałam się. Cudowna <3 <3 :**
OdpowiedzUsuń