By: Patrycja Klepacz

By: Patrycja Klepacz
By: Patrycja Klepacz

niedziela, 23 lutego 2014

Welcome, welcome in this mess.

          - Hahaha Aśka nie marudź, tylko załóż tą czarną! - krzyknęła siedząca ze mną przed lustrem moja koleżanka. Razem z nią siedziało sześć osób. Wszyscy w moim pokoju. Czekali aż się ubiorę, abyśmy wszyscy mogli pójść razem na imprezę do pobliskiego klubu. Każdy z nas był po jednym piwie ,które wypiliśmy u mnie. Skoro jestem przy moich znajomych trochę o nich opowiem. Jak już wspomniałam w naszej 'paczce' czy jak to tam nazwać jest osiem osób. 5 Dziewczyn i 3 chłopaków. Wszyscy chodzimy do jednego liceum. Jesteśmy jakby to powiedzieć trochę zdemoralizowani, bo pomimo naszych siedemnastu lat wszyscy piją,palą i biorą. Co do brania to tylko okazyjnie.
- Dobra wyglądasz perfekt - powiedział Michał szczerząc zęby kiedy wróciłam z toalety uczesana, ubrana i umalowana.
- No to ruszamy! - krzyknęła Monika.
Wszyscy rzuciliśmy się do drzwi, ubraliśmy w kurtki i wyszliśmy z domu.
- Mamo ja już wychodzę, będę późno. - zdążyłam krzyknąć przez ramię.
Nie lubiłam być w domu. Może przez to,że z rodzicami nie było zbyt dobrze. Cały czas porównywali mnie do mojego cudnego braciszka,który niedawno wyjechał do Anglii,żeby studiować. Studiować medycynę to też ważne. Zawsze kiedy zrobię coś źle, dostanę jedynkę, zobaczą mnie z papierosem jest : 'Dawid nigdy by nas tak nie skrzywdził.' W sumie ta moja 'demoralizacja' jest zawdzięczana sytuacji w domu. Doskonale zdaję sobie z tego sprawę. Kiedy wspominałam o narkotykach, nie powiedziałam jednej ważnej rzeczy. Wszyscy moi znajomi brali, oprócz mnie. Nigdy nie spróbowałam,ale dzisiaj mam zamiar. Podobno to niezła zabawa.
          Po wejściu do klubu poszliśmy się bawić. Każdy z nas wypił 2-3 kieliszki aż nagle wszyscy przypomnieli sobie o moim 'pierwszym razie'. Jak to brzmi. Wszyscy wyszliśmy na zaplecze chociaż w sumie może bardziej takie pomieszczenie gospodarcze z takimi pierdołami jak szczotki i mopy. Po chwili wszyscy wstrzyknęliśmy sobie heroinę. Ostro jak na pierwszy raz.
Obudziłam się w pokoju u Ewy. Nic z wczoraj nie pamiętałam. 'Rodzice mnie zabiją, miałam wrócić do domu'. Ta myśl ciągle krążyła mi po głowie. Była 13.00 kiedy wyszłam od Ewy. Po około 15 minutach byłam w domu. Na szczęście nikogo nie było. Kiedy wrócili zawołali mnie do pokoju chcąc na mnie nakrzyczeć. Wcisnęłam im jakiś kit o tym,że Ewa ma problemy rodzinne i chciała o tym pogadać,a ze zmęczenia usnęłyśmy. Spokojnie przeżyłam ten tydzień, no może prawie spokojnie. Cały czas miałam wrażenie jakby mi czegoś brakowało. Nie mogłam usiedzieć w miejscu i ciągle uciekałam myślami do tamtej imprezy. W czwartek zdałam sobie sprawę,że to może być uzależnienie. Wiem to brzmi absurdalnie po pierwszym razie,ale heroina jest tak mocna,że za pierwszym razem można się uzależnić. Na następnej imprezie ,to znaczy w sobotę znowu wzięłam. To było silniejsze ode mnie. Jednak gdzieś w głębi siebie czułam,że to zła decyzja i popełniam największy błąd w moim życiu. Ta 'głębia mnie' miała całkowitą rację.
          Dzięki temu,że miałam odłożoną sporą sumę pieniędzy mogłam kupować następne dawki. Jednak nadeszła chwila kiedy zaczęło mi ich brakować. Zaczęłam się u wszystkich zapożyczać, brać kasę od rodziców na zmyślone wyjazdy i składki. Staczałam się i doskonale zdawałam sobie z tego sprawę. Przez pożyczanie pieniędzy straciłam wszystkich, bo nie miałam jak oddać. NIKT z moich znajomych się nie uzależnił, tylko mój organizm był taki słaby. Kiedy moja podświadomość chciała to wszystko skończyć poszłam porozmawiać o tym z mamą. Wtedy przeprosiłyśmy się za wszystko co było złe. Ona zapisała mnie na odwyk. Siedemnastolatka na odwyku. Przecież to jest absurdalne, śmieszne. Odwyk był ciężki. Brakowało mi heroiny. Nigdy wcześniej nie zdawałam sobie sprawy,że można się od czegoś tak mocno uzależnić. Wiem,że można myśleć cały czas o człowieku,którego się kocha,bo doskonale znam to uczucie. Jednak nie wiedziałam ,że można myśleć tak o rzeczy. Tak maniakalnie tego pragnąć. Pierwszy,drugi, a nawet trzeci dzień bez heroiny dało się wytrzymać. Jednak czwartego coś we mnie pękło. Ogarnęła mnie furia. Zaczęłam zachowywać się jak zwierzę wywracając wszystko co było w pobliżu mnie. Lekarze próbowali interweniować. Było za późno. Przy moim napadzie szału serce pod wpływem leków,braku heroiny i innych ważnych czynników przestało bić. Cały świat się rozmazywał. Wszystko straciło ostrość. To zdanie brzmi jak definicja mojego życia. Przez heroinę moje życie traciło ostrość, nie było jak go ratować. Umarłam nie żegnając się nawet z rodzicami. Przez heroinę zyskałam wstręt do samej siebie, do życia.  ŻYCIE. To chyba jedyne za czym tam w innym świecie już nie zatęsknię.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz