By: Patrycja Klepacz

By: Patrycja Klepacz
By: Patrycja Klepacz

wtorek, 22 kwietnia 2014

Odważnie.

Łódź, 1990

          Był poniedziałek wpół do siódmej rano,kiedy Karina wysiadła z autobusu. Teraz czekała ją prawie godzina czekania na tramwaj prosto do szkoły. Mieszkała na wsi,więc codzienny dojazd do szkoły był dla niej prawdziwą udręką. Z okazji pierwszego dnia lata,który wypadał właśnie dzisiaj ubrała się w dżinsowe spodenki z podwyższonym stanem i czerwoną koszulę ,którą tak uwielbiała. W gęstych brązowych włosach,które dzisiaj były mocno kręcone na końcach miała zawiązaną czarną apaszkę. Dziewczyna nie lubi tak codziennie czekać na przystanku. Była pewna siebie,bardzo świadoma swoich wdzięków i tego,że podoba się płci przeciwnej. Jak powszechnie wiadomo w latach 90-tych często jeżdżono autostopami,a zwłaszcza w mniejszych miejscowościach. Nie były to codzienne sytuacje,ale np. kiedy spóźnił się autobus. Karina znudzona samotnością napisała kartkę : 'Na politechnikę'. Po odczekaniu niecałych dziesięciu minut podjechał samochód,a w nim około czterdziestoletni mężczyzna. Jechali tak rozmawiając. Nieznajomy wypytywał o wszystko, dziewczyna miała wrażenie,że nie skupia się na drodze.
- Tu może mnie Pan wysadzić,jestem bardzo wdzięczna.
Mężczyzna jechał dalej,tak jakby nic się nie stało.
- Proszę mnie wypuścić,przejechaliśmy już szkołę!
- Bądź cicho,bo rozmowa działa ci na niekorzyść.
Wtedy skręcili w jakąś polną drogę. Jechali kilka minut. Zatrzymali się na jakimś polu.
- Tak pięknie wyglądałabyś w trumnie - oznajmił porywacz.
- Pan jest chory! Proszę mnie wypuścić błagam,przecież nic panu nie zrobiłam!
W tym momencie mężczyzna wyjął pistolet, wymierzył nią w dziewczynę mówiąc : 'Przepraszam,że padło na ciebie'. Strzelił,zabił ją. Po zabójstwie Kariny przyłożył pistolet do skroni i sam wyzionął ducha.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz