Dzień dobry. Zacznijmy,ale zanim przejdziemy do sedna pomęczę was trochę swoją osobą. Mam na imię Nina i mam 17 lat.Wszystko jest okej, niby mam znajomych. Nie piszę 'niby' dlatego ,że ich udają ,choć w sumie nie jestem tego pewna,ale dlatego ,że niedobrze czuję się w ich towarzystwie. Czasem po prosu sądzę,że jestem aspołeczna. Lubię słuchać muzyki. Tyle na temat męczenia was. Ostatnio z właśnie moim najbliższym towarzystwem zapaliliśmy jakieś zioło. To była jakaś mieszanka ,więc nie powiem wam dokładnie co to było. Wszystko fajnie pięknie ,pociągnęłam kilka buszków. Nic nie czułam. Później znowu kilka razy. Żadnych halunów, po prostu nic. Aż tu nagle zbliżała się impreza u Marty, mojej koleżanki. Jak zwykle LO się bawi, mieliśmy wódkę i wszelkiej maści alkohol oraz spory zapas zielska. Mój kolega ,z którym zapaliłam pierwszego, a,że był trochę podpity powiedział ,żebyśmy popili to wódką. Nie zgodziłam się. Wiem doskonale,że zioło i wódka to mieszanka wybuchowa. Zapaliłam drugiego. Tutaj zauważyłam ,ze coś się ze mną dzieje. Nie piłam alkoholu, tylko jedno piwo na początku. Słyszałam piosenkę, jakbyś ktoś puścił coś w radiu. Nagle zobaczyłam jakieś konie czy coś. To było straszne,ale się wkręciłam. Myślałam o tematach,o których nigdy nie myślę. Takich absurdalnych, np. 'Jak ktoś zamontował te schody, skoro one są takie szerokie?'. Można powiedzieć,że mi się podobało. Kiedy halucynacje minęły zapaliłam jeszcze shishę. Przecież od tego nic mi się nie stanie. Tak myślałam do momentu ,kiedy się dowiedziałam,ze jakiś idiota dosypał tam sporą ilość narkotyków. Śmiałam się bez opamiętania i mówiłam coś o tęczy. Nic nie pamiętałam ,to było najgorsze.Jednaj najgorsze w sumie miało dopiero nastąpić. Podczas moich halunów wyszłam od Marty i poszłam do domu. Chcę też nadmienić ,że była 4 w nocy. Kiedy już doszłam to wszystko prawie minęło,choć nadal mi się trochę zdawało ,że ktoś za mną ciągle krzyczy. Otworzył mi tata i od razu wiedział,że coś paliłam. Zobaczył moje przekrwione ,powiększone o intensywnym kolorze oczy i od razu wciągnął do domu. Tu właśnie moja opowieść się kończy,teraz relacje na żywo. Czułam się dobrze, właśnie siedziałam w salonie nadal słysząc krzyki. Przede mną stali rodzice. Gadając coś o jakiejś 'fazie'. Chociaż w sumie to nie wydaję mi się ,żeby tak powiedzieli. Już dobrze się czułam. Nagle wzięli mnie pod pachy i zawlokli do samochodu. Znalazłam się w szpitalu. Przecież to chore, zabierać kogoś zjaranego do szpitala,ale jeżeli ma to ich uspokoić to niech robią jak chcą. Widząc minę pielęgniarki ,sądziła ona tak samo jak ja. Dostałam raz w ramię i tu urwał mi się film. Widziałam tylko osobę przede mną grającą na gitarze, wyciągnęła ku mnie dłoń mówiąc : 'Nie bój się ,to tylko koszmar. Jednak ostrzegam. Nie obudzisz się już'.
